czwartek, 25 października 2012

Dzień trzeci

Koszmaru komunikacyjnego dzień trzeci. Kolesie z salonu, którzy sprzedali mi kartę nie mogącą się jak do tej pory aktywować (pomimo wielu prób) – mogą spać spokojnie. Zarówno dzisiaj jak i jutro jest święto i wszystkie sklepy (poza tymi z pamiątkami dla turystów itp.) są pozamykane. Nie mam zamiaru wywalać kolejnych 90 PLN na kolejną kartę która nie działa. Dopadnę ich i tak!


Wczoraj postanowiłem pójść trochę pod góre z naszego hostelu na słynny deptak Istiklal Caddesi. Jest to wyłączona z ruchu, ciągnąca się od placu Tunel do Taksim ulica, od czasu do czasu przejeżdża nią tylko ponad stuletni, zabytkowy tramwaj. Było to podobno absolutne centrum XIX-wiecznego Stambułu. Trudno powiedzieć czy teraz też tak nie jest – za mało znam Stambuł. Jednak mnogość firmowych sklepów (niektóre słynne marki odzieżowe mają tu po dwa lub trzy butiki), a także kipiące życiem kawiarnie w europejsko-amerykańskim stylu każą przypuszczać że „tu się bywa”. A bywa się na dużą skalę, bo i deptak jest długi. Dochodzą do tego boczne uliczki z restauracjami i barami – pomieści się tu cały snobistyczny Stambuł. Żałuję że na przykład w Warszawie czy Krakowie nie występuje takie Istiklal Caddesi...

Po zjedzeniu kebaba na placu Taksim, podjechałem metrem do stacji Kabatas. Linia kursuje tu na odcinku jedno przystankowym – przedziwnym, bo cały czas hamując jedzie się w dół. Wszystko z tego powodu, że Taksim na wzgórzu leży, a Kabatas nad Bosforem. Przystanąłem na chwilkę w kawiarni z widokiem na Most Bosforski i chwilę potem wyruszyłem znaną mi trasą T1, w znanym kierunku, znanej hali, w które odbywa się znany Turniej Masters WTA.
Tym razem wstrzeliłem się na pół godziny przed meczem, znałem miejsce, dojazd itp. Nie chciało mi się siedzieć w hali i czekać. Jednak nie wiedziałem, iż mimo to miejsce w którym plecy kończą swoją szacowną nazwę będzie mnie tak bolało następnego dnia. A wszystko to za sprawą bardzo długich spotkań tego dnia. Najpierw Serena Wiliams wygrała z Na Li (no tu było jak do tej pory – dwa sety, aczkolwiek emocje były). Serena jest tu uwielbiana, najwidoczniej mało jest Turczynek o tak mocno zarysowanej, męskiej posturze – stąd chyba ta apoteoza. Turek, który darł się w przerwach i trzymał kartkę „Serena you are my idol!” został wynagrodzony po meczu. Serena nie odbiła podpisanej piłki w kierunku tej trybuny tylko przeszła przez ogrodzenie i sama mu ją wręczyła. Turek wykorzystał sytuację i wbił się jej w usta! Do szatni szła już lekko skrzywiona, no cóż tego typu hollywoodzki show niesie ze sobą pewne kosztyJ

Potem zacięte spotkanie białoruskiej ulubienicy dyktatora Łukaszenki i Angeliki Kerber. Mogło być tak pięknie, ale jak się nie wygrywa w drugim secie, to przegrywa się w trzecim. Niestety tego dnia mieliśmy szanse jeszcze raz oglądać potwierdzenie tej reguły... Trzeba przyznać, że wszyscy polscy kibice dopingowali Kerber z całych sił. Niemieckie flagi tylko dwie i to słabo widoczne. Polskich dzisiaj chyba osiem, albo dziewięć.
I wreszcie ostatni mecz dnia: Szarapowa – Agnieszka Radwańska. Ruskich pełno, drą się jak na meczu hokeja. Najgorsza jednak była duża, nowobogacka rodzina ukraińska. Dzieci w czapkach z trizubami, bardzo wszystko nacjonalistyczne, tylko..przecież żadna Ukrainka tu nie występuje! Papa-dowódca rodziny miał na to sposób: na mecz Azarenki przygotował transparent: „Viki wpieriod!” . Dzień przedtem na meczu Szarapowej dzieci trzymały napis: „Ukraina toże z Maszoj”. Miło mi, że nie uważał nas za częśc ZSRR i na meczu Agnieszki nie wystartował z na przykład: „Aga dawaj!’.
Rodzina ukraińska nie była zagrożeniem dla Agnieszki Radwańskiej – papa zmęczył się trochę zawartością piersiówek wyciąganych co i rusz z torby i przed rozpoczęciem spotkania zarządził odwrót.

Jak było na meczu – każdy widział, lub przeczytał gdzieś w prasie. Trochę szkoda, ale warto było być na tym spotkaniu, bo takie mecze decydują o pięknie tenisa (przepraszam za taki banał, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy).

No i musiałem złamać zasadę nie korzystania z taksówek. Niestety niczym innym o tej porze (pamiętajcie, że tu jest jeszcze godzinę później) nie da się dostać do centrum.



Pucybut ze złotym podnóżkiem...



boczne uliczki są chyba dla nas najciekawsze


dochodzimy do Taksim

Taksim

na rogu kebab przy kebabie...

tam już Azja






Serena zwycięska i zadowolona, ale to było jeszcze przed pocałunkiem kibica:-)









Trener Wiktorowski po nieudanych akcjach Szarapowej nie klaskał, tylko dyskretnie walił się z radości po nodze:-)

        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz