Koszmaru komunikacyjnego dzień trzeci. Kolesie z salonu, którzy sprzedali mi kartę nie mogącą się jak do tej pory aktywować (pomimo wielu prób) – mogą spać spokojnie. Zarówno dzisiaj jak i jutro jest święto i wszystkie sklepy (poza tymi z pamiątkami dla turystów itp.) są pozamykane. Nie mam zamiaru wywalać kolejnych 90 PLN na kolejną kartę która nie działa. Dopadnę ich i tak!
Wczoraj postanowiłem pójść trochę pod góre z naszego hostelu na słynny deptak Istiklal Caddesi. Jest to wyłączona z ruchu, ciągnąca się od placu Tunel do Taksim ulica, od czasu do czasu przejeżdża nią tylko ponad stuletni, zabytkowy tramwaj. Było to podobno absolutne centrum XIX-wiecznego Stambułu. Trudno powiedzieć czy teraz też tak nie jest – za mało znam Stambuł. Jednak mnogość firmowych sklepów (niektóre słynne marki odzieżowe mają tu po dwa lub trzy butiki), a także kipiące życiem kawiarnie w europejsko-amerykańskim stylu każą przypuszczać że „tu się bywa”. A bywa się na dużą skalę, bo i deptak jest długi. Dochodzą do tego boczne uliczki z restauracjami i barami – pomieści się tu cały snobistyczny Stambuł. Żałuję że na przykład w Warszawie czy Krakowie nie występuje takie Istiklal Caddesi...
Po zjedzeniu kebaba na placu Taksim, podjechałem metrem do stacji Kabatas. Linia kursuje tu na odcinku jedno przystankowym – przedziwnym, bo cały czas hamując jedzie się w dół. Wszystko z tego powodu, że Taksim na wzgórzu leży, a Kabatas nad Bosforem. Przystanąłem na chwilkę w kawiarni z widokiem na Most Bosforski i chwilę potem wyruszyłem znaną mi trasą T1, w znanym kierunku, znanej hali, w które odbywa się znany Turniej Masters WTA.
Tym razem wstrzeliłem się na pół godziny przed meczem, znałem miejsce, dojazd itp. Nie chciało mi się siedzieć w hali i czekać. Jednak nie wiedziałem, iż mimo to miejsce w którym plecy kończą swoją szacowną nazwę będzie mnie tak bolało następnego dnia. A wszystko to za sprawą bardzo długich spotkań tego dnia. Najpierw Serena Wiliams wygrała z Na Li (no tu było jak do tej pory – dwa sety, aczkolwiek emocje były). Serena jest tu uwielbiana, najwidoczniej mało jest Turczynek o tak mocno zarysowanej, męskiej posturze – stąd chyba ta apoteoza. Turek, który darł się w przerwach i trzymał kartkę „Serena you are my idol!” został wynagrodzony po meczu. Serena nie odbiła podpisanej piłki w kierunku tej trybuny tylko przeszła przez ogrodzenie i sama mu ją wręczyła. Turek wykorzystał sytuację i wbił się jej w usta! Do szatni szła już lekko skrzywiona, no cóż tego typu hollywoodzki show niesie ze sobą pewne kosztyJ
Potem zacięte spotkanie białoruskiej ulubienicy dyktatora Łukaszenki i Angeliki Kerber. Mogło być tak pięknie, ale jak się nie wygrywa w drugim secie, to przegrywa się w trzecim. Niestety tego dnia mieliśmy szanse jeszcze raz oglądać potwierdzenie tej reguły... Trzeba przyznać, że wszyscy polscy kibice dopingowali Kerber z całych sił. Niemieckie flagi tylko dwie i to słabo widoczne. Polskich dzisiaj chyba osiem, albo dziewięć.
I wreszcie ostatni mecz dnia: Szarapowa – Agnieszka Radwańska. Ruskich pełno, drą się jak na meczu hokeja. Najgorsza jednak była duża, nowobogacka rodzina ukraińska. Dzieci w czapkach z trizubami, bardzo wszystko nacjonalistyczne, tylko..przecież żadna Ukrainka tu nie występuje! Papa-dowódca rodziny miał na to sposób: na mecz Azarenki przygotował transparent: „Viki wpieriod!” . Dzień przedtem na meczu Szarapowej dzieci trzymały napis: „Ukraina toże z Maszoj”. Miło mi, że nie uważał nas za częśc ZSRR i na meczu Agnieszki nie wystartował z na przykład: „Aga dawaj!’.
Rodzina ukraińska nie była zagrożeniem dla Agnieszki Radwańskiej – papa zmęczył się trochę zawartością piersiówek wyciąganych co i rusz z torby i przed rozpoczęciem spotkania zarządził odwrót.
Jak było na meczu – każdy widział, lub przeczytał gdzieś w prasie. Trochę szkoda, ale warto było być na tym spotkaniu, bo takie mecze decydują o pięknie tenisa (przepraszam za taki banał, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy).
No i musiałem złamać zasadę nie korzystania z taksówek. Niestety niczym innym o tej porze (pamiętajcie, że tu jest jeszcze godzinę później) nie da się dostać do centrum.
Pucybut ze złotym podnóżkiem... |
boczne uliczki są chyba dla nas najciekawsze |
dochodzimy do Taksim |
Taksim |
na rogu kebab przy kebabie... |
tam już Azja |
Serena zwycięska i zadowolona, ale to było jeszcze przed pocałunkiem kibica:-) |
Trener Wiktorowski po nieudanych akcjach Szarapowej nie klaskał, tylko dyskretnie walił się z radości po nodze:-) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz