środa, 24 października 2012

Dzień drugi

Nie śpieszyłem się zbytnio ze wstawaniem. O 9 rano część moich towarzyszy i towarzyszek z pokoju się wyprowadziła (gdzieś około 6 rano). Kiedy wstawałem (około 9-ej) były ślady tylko 4 osób, a przedtem spało 12. Zobaczymy ile duszyczek zastanę jak wieczorem wrócę na górę.
Śniadanie dokładnie jak przewidziała moja siostra: słony ser, pomidory, ogórki, jajko na twardo, mleko, kawa, herbata. Świeżo poznany recepcjonista obiecał mi, że do mojego wyjazdu na 100% nic się nie zmieni! Czasem dobrze mieć w życiu coś przewidywalnego...
Dziś miałem zupełnie odpuścić łażenie po mieście i wybrać się tylko na popołudniowe mecze. Jednak od razu parę rzeczy mnie kusiło i nie wytrzymałem. Najpierw kupiłem sobie kartę (co trwało może nie tyle co w Indiach, ale jednak), potem przeszedłem się na targ rybny na wybrzeżu po północnej stronie Złotego Rogu (Karakoy). Ryby ciekawe i ciekawe również małe bary podające ryby. Ceny wyższe niż za bułkę z rybą po drugiej stronie mostu, ale nawet nie porównujmy porcji! Tutaj za 6 LT dostałem cały talerz stinek (nie zjadłem, bo nie dałem rady, a ten kto mnie zna to wie, że to rzadkość!) Bułka po drugiej stronie kosztuje 5 LT, ale towaru w niej tyle co kot napłakał...
Zacząłem spod hostelu, potem był targ, później spacer mostem i wizytacja łodzi po drugiej stronie Złotego Rogu, a potem już się zapędziłem...
Jeszcze kawałek i jeszcze, i przelazłem 7 przystanków! Przechodziłem przez Kryty Bazar i obok innych znanych atrakcji, ale opisy i fotografie zostawiam sobie na bardziej pogodny dzień.  Dziś lało, a ja zapomniałem kurtki. Mam nadzieję że mój organizm jakoś to przeżyje.
Co ciekawe mało kto wie, że w Stambule odbywa się Turniej Masters WTA. Większe emocje wzbudzała dzisiaj wieczorem drużyna Galatasaray przegrywająca w europejskich pucharach.
W związku z tym dopiero w drodze dowiedziałem się na jakiej stacji metra mam wysiąść. Nie potrafił mi tego powiedzieć ani nasz miły recepcjonista, ani żadna z trzech zapytanych na mieście i w miarę na  rozgarnięte wyglądających osób. Znalazłem sobie halę Sinan Erdem w maps.google.pl,  a potem wbiłem tam stację (z mapki jaką dostałem w hostelu), która wydała mi się najbliższa i znowu pojechałem „na czuja”. System komunikacji szynowej jest prosty – na każdym przystanku są automaty przyjmujące monety i banknoty, a wydające żetony na przejazd. Jeden żeton = 3 LT, czyli ok. 5,50 PLN. Przystanki są ogrodzone i pilnowane i żeby się na nie dostać żeton w dziurę wrzucić trzeba (albo przyłożyć do czytnika Istambul Card) i kołowrót się otwiera jak sezam jakiś turecki! Gdybyście byli na turnieju w przyszłym roku to trzeba jechać tak jak na lotnisko: z centrum tramwajem T1 (startuje z Kabatas, kończy w Bagcilar Merkez). Tramwaj jedzie z północnej części, przejeżdża potem Mostem Galata obok wszelakich atrakcji turystycznych. Po chyba 18 przystankach wysiadacie na stacji Zeytinburnu i przesiadacie się na metro M1 jadące do Havalimani (czyli na lotnisko). Trzecia stacja od rzeczonego Zeytinburnu to Atakoy – tam należy wysiąść, pójść na mostku w lewo i po zejściu też od razu w lewo. Po spacerze wśród blokowisk  skręcie w prawo i zobaczycie po lewej kompleks sportowy. Od stacji metra jakieś 2 kilosy. Kompleks jest nieoznaczony, nie kursuje stamtąd żadna komunikacja poza taksówkami. Ogólnie cały turniej w Stambule to czarna dupa, na mieście nie widać nawet jednego billbordu na ten temat i jak już pisałem nikt nic o nim nie wie.
Na miejscu  (w hali) jest już lepiej. Jest gastronomia (fast food oczywiście), jakieś małe prezenciki dla gości i dość wysoka temperatura w środku. Z czasem pod tym względem było jakby coraz lepiej, może wiatraki w dachu lepiej ciągnęły.

Wyniki są znane: wygrała Agnieszka (poza moją flagą zlokalizowałem jeszcze trzy), wygrała Serena i Masza. Zobaczymy co będzie dalej.





























Niestety z kartą SIM do telefonu jakaś totalna porażka – miała być aktywna po godzinie i nic. Rano wyruszam do gościa, który mi ją sprzedał Na szczęście nie żaden „krzak” tylko diler. 
Póki co mój ambitny plan pt. Stambuł bez taksówek – działa!

1 komentarz:

  1. Chatka Puchatka, fajne pomarańczowe kolorki, Sulio, takie ryby na Goa co najmniej 500 Rs za sztukę. Dziś smażyłem świeże z targu (czytaj na geo). Mocno Cię pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń